Strona Klubowa Shark Team

Galeria

 

Islandia - Etap III

ETAP III 04 - 27 VII 2004

KEFLAVÍK - VESTMANNAEYJARHÖFN - EIDI - TÓRSHAVN - FOROYAR - LERWICK - FAIR ISLE - STROMNESS - LOCH INVER - PORTREE - LOCH DUICH - KYLE OF LOCHALSH

 

Załoga: Damian Bock
Barbara "Kinia" Czachowska
Stephen Green
Tadeusz "Szczepan" Kopeć
Iwona "Max" Maksymowicz
Kasia Peroń
Maciej Sobolewski
Bartłomiej Tajchman
Piotr "Gonzo" Władyka
Michał "Maślak" Zawadzki

 

 

Otóż, jak powszechnie wiadomo, żeglowaliśmy w ramach III etapu wyprawy dookoła Islandii. II etap pod wodzą Witka "Rekina" Wajdy pomyślnie opłynął Islandię od północy i dotarł do Keflavík, na miejsce przejęcia jachtu.
Ponieważ marzyło nam się zobaczenie chociaż kawałka Islandii wybraliśmy się tam 4 dni wcześniej, pożyczając tam samochody oraz załatwiając noclegi. Zobaczyliśmy oczywiście tylko kawałeczek wyspy - część półwyspu Reykjanes, ale i tak było warto :) Sama jazda jest atrakcją sama w sobie - w zasadzie dróg asfaltowych na wyspie jest niewiele, przeważająca większość to szutrówki albo kamieniste drogi, dostępne wyłącznie dla samochodów o napędzie 4x4. Typowa droga islandzka to pas szutru oznaczony (albo nie) tylko słupkami pośród pola lawy lub popiołu. Można pędzić jak mustangi :) A same widoki porażające surowym pięknem. Stożki wulkaniczne, ciągnąca się po horyzont lawa, uskoki tektoniczne, tereny aktywne geologicznie, gorące źródła, gejzery, tu i ówdzie dym i para spod ziemi... I dla przeciwwagi lodowce, szerokie rwące rzeki, jeziora... Wszystko ostre w swojej formie, nieużyte i w zasadzie bezludne. Ciężko zresztą opisać taką różnorodność i zmienność krajobrazów, po przesianiu około 125681 wykonanych zdjęć może coś wrzucimy na jakieś WWW :)
Po atrakcjach lądowych - przejęcie jachtu i odpływamy na południe, by dokończyć zaczęte przez poprzednią załogę dzieło okrążenia Islandii. Naszym celem jest znajdujący się na południe od Islandii archipelag Vestmannaeyjar - ciągle aktywny wulkanicznie obszar. Wchodząc do portu Vestmannaeyjarhöfn ma się po lewej burcie pas popiołu wulkanicznego i żużla schodzący bezpośrednio do wody na podejściu. Większa część miasteczka została zresztą zalana w 1973 lawą przez wulkan, na który zresztą można wejść (czego dokonano) i do którego prowadzi tabliczka "na najmłodszą górę Europy" :) Po eksploracji wyspy podpływamy tak blisko jak tylko można do Surtsey - najmłodszej (rok ur. 1962-1968) wyspy w archipelagu i kierujemy się na Wyspy Owcze.
Północny Atlantyk traktuje nas zbyt łaskawie - w zasadzie flauta, więc spalamy poważną ilość ropy po drodze. W końcu dopływamy pod klify zachodniego brzegu Owczych, akurat podczas zachodu słońca. Widok jest porażająco piękny, więc decydujemy się na przenocowanie (w zasadzie przeczekanie - bo nocy jako takiej tam nie było) w zatoczce, która nas po prostu zauroczyła, na kotwicy. Wczesnym rankiem do Eiđi - portu na północy Wysp. Tam korzystamy z "local knowledge" i zaznajamiamy się z tamtejszym sposobem liczenia pływów oraz nabywamy drogą wymiany barterowej atlas prądów pływowych. Nikt nie odnosi pływów do żadnego HW, najważniejsze są dwa momenty: EK i VK - czyli "slacku", po którym woda zaczyna płynąć na wschód albo zachód. Nie korzysta się z "normalnej" w naszym mniemaniu tablicy pływów, tylko z drukowanych w gazetach momentów VK i EK dla poszczególnych miejsc na wyspach. Natomiast prądy pływowe nie odnoszą się do przysłowiowego "HW Dover", tylko do Vestfalskyrrindi i Suduroyfirdi :). Czyli VK w miejscu w pobliżu wyspy Suduroy. To tak w skrócie :) A prądy są i to spore - w syzygii do dziesięciu-kilkunastu węzłów. Tak więc korzystając ze świeżo zdobytych wiadomości odbywamy pasjonującą jazdę między wyspami do Tórshavn. Tórshavn szczyci się, że jest najmniejszą stolicą państwa na świecie i taki też klimat tam panuje :) Żeby nie zanudzić - później lecimy dalej - do Foroyar, tym razem na południu Owczych, na Suduroy, gdzie po nabyciu podstawowych brakujących produktów wypływamy i żeglujemy w kierunku Szetlandów.
Lerwick, stolicę Szetlandów, uzbrojeni w mapy (dziękuję, Jaromir!) zdobywamy od północy, przez Yell Sound. Jazda z prądem szybka, ale wymagająca uwagi, miasto również przypada nam do gustu. Tam też, w Lerwick, zapada decyzja o próbie zdobycia Fair Isle - maleńkiej wysepki, w połowie drogi pomiędzy Szetlandami i Orkadami. Wejście na Fair Isle bardzo wczesnym porankiem było dość karkołomne, niemniej jednak skuteczne. Stojąc w najgłębszym miejscu w porcie mieliśmy podczas LW coś koło 50 cm pod stępką, a i port jakiś taki maleńki. Jednakowoż idealnie osłonięty. W każdym razie przeznaczyliśmy początkowo kilka godzin na zobaczenie wyspy tudzież zakupienie przez kilkoro z nas ponoć najlepszych tutaj swetrów z wełny szetlandzkiej. Wysepka jest maleńka, żyje na niej tylko 80 mieszkańców, niemniej jednak wielce dumnych z "our island":) No i tysiące ptaków. Ku naszemu zdziwieniu z wyspy nie dało się, ot tak, odpłynąć - okazało się, że trafiliśmy przypadkowo na święto 50-lecie przyjęcia Fair Isle do National Trust of Scotland - napotkani mieszkańcy oświadczyli, że będzie im bardzo miło, jeżeli święto uświetnimy swoją obecnością, poza tym wieczorem będą "tańce" :) Co też po krótkiej naradzie uczyniliśmy :) Tańce były, a jakże, ale żadna tam dyskoteka, tylko tradycyjne "set dances" z muzykami (z aktywną sekcją polską :).
Potem Orkady, czyli już jakby w domu - poganiani przez naszych przyjaciół z Orkadów wpływamy do poznanego już rok wcześniej portu. Cały pobyt baaardzo intensywny, byliśmy tylko przekazywani z rąk do rąk "teraz macie być tu", "teraz jesteście zaproszeni tu". W każdym razie po 3 dniach, gdy musieliśmy wypływać dalej, lokalna drużyna ze stacji RNLI z lifeboata ogłosiła silny tygodniowy sztorm dla polskich jachtów i zakaz wyjścia z portu :) Niemniej jednak czas gonił. Mieliśmy w planie odwiedzić St. Kildę - wysepkę znajdującą się 40 mil na zachód od Hebrydów. Po wypłynięciu za Cape Wrath i Butt of Lewis meteo ogłosiło, że raczej nie w tym roku - kilkudniowe wiatry 7-9 z W-SW. Niby nic, jednak na St. Kildzie staje się na kotwicy, w zatoczce nieosłoniętej właśnie dla wiatrów z sektora SW. Więc wracamy z powrotem na szkockie wody - na Minch. Cóż, do czegoś trzeba wracać i zawsze zostawić niedosyt :) A w Szkocji już zupełnie jak w domu :) Jazda w czasami silnym wietrze po osłoniętych wodach. Podpływamy pod Skye, odwiedzamy Loch Inver, Portree (wzrokowo) i Kyle of Lochalsh. Ostatnia noc na kotwicy pod zamkiem Eileann Donnan i wracamy z powrotem do Kyle of Lochalsh zdać jacht Jaśkowi Nedomie, który później przeszedł Pentland i teraz pewnie jest już gdzieś na Morzu Północnym w drodze do kraju. Ale to już zupełnie inna historia :)
W sumie w ciągu 21 dni przebyliśmy coś ponad 1200 mil znowu robiąc kroczek dalej w nieznane rejony. Natłok nowych wrażeń oraz fakt, ze każda z wysp - Islandii, Wysp Owczych, Szetlandów, Orkadow i Hebrydów jest tak różna od reszty i posiada swoja własną unikalną specyfikę powoduje, że by konkretnie opowiedzieć jak było potrzeba trochę czasu, żeby się to wszystko jakoś w głowach poukładało :) Jacht porządny, obyło się bez awarii. Załoga takoż - wszakże ta sama (w 100%) co w zeszłym roku. Czyli w sumie nudno i bez sensu, nic się nie działo :))))

 

Opis pochodzi z wiadomości wrzuconych na pl.rec.zeglarstwo kilka dni po rejsie C by Bart27 & Co. :).

 

     

CennikSklep ProduktySklepCennik Lista Sklep Alu SEOpawlik SEO tiffany Kominki Matejko Szkło Tiffany Webmaster WitrArt Witraze.pl Zdobienie SharkTeam